Wybory prezydenckie w 2010 roku zostały przyśpieszone z wiadomych przyczyn – wydarzyła się straszliwa katastrofa w Smoleńsku. W takich wypadkach marszałek sejmu ma obowiązek przejąć obowiązki prezydenta i wyznaczyć przyśpieszoną datę wyborów. Akurat tak się stało, że sprawujący urząd marszałka sejmu – Bronisław Komorowski był przedstawicielem rządzącej partii na prezydenta. W kilka dni po katastrofie wybory zostały ogłoszone. Do walki o fotel prezydencki przystąpiło 10 kandydatów. Byli to: Bronisław Komorowski, Jarosław Kaczyński, Andrzej Olechowski, Bogusław Ziętek, Marek Jurek, Andrzej Lepper, Grzegorz Napieralski, Janusz Korwin- Mikke, Waldemar Pawlak oraz Kornel Morawiecki. Kampania miała nie być zażarta i przeprowadzona w duchu pamięci o zmarłych w Smoleńsku. Tak jednak nie było. Od początku na ustach wszystkich polityków gościły ostre słowa. Od początku było wiadomo, że batalia będzie rozgrywała się tylko między Jarosławek Kaczyńskim a Bronisławem Komorowskim. Innym kandydatom nie dawało się raczej szans na zwycięstwo. Kampania wyborcza w Polsce nie była organizowana z jakimś wielkim rozmachem ,ale przecież kandydaci nie stronili od wiecy wyborczych i spotkań z wyborcami. Podczas pierwszej tury wyborów zorganizowane zostały dwie debaty. Nie wypadły one tak dobrze jak wszyscy się spodziewali. Nie było w nich mowy na swobodną wymianę zdań między politykami. Jedynie konkretne pytania zadawane przez prowadzących. Ale przecież uczestnicy debat nie stronili od ucieczki od zadawanych pytań i skupiali się na tym, co dla nich osobiście jest najważniejsze. Z jednej strony to niegłupie wyjście, ale z drugiej odebrane może być jako swego rodzaju strach przed odpowiedzią co w ocenie wyborców nie jest dobrze oceniane. Nadszedł więc czas nad wybory. Od początku było wiadomo, że właściwie nie ma szans aby wszystko rozstrzygnęło się w pierwszej turze. Nie pomylono się. Minimalnie wygrał Bronisław Komorowski o kilka punktowych przez Jarosławem Kaczyńskim. Najbardziej szokująca okazała się jednak frekwencja kandydata SLD – Grzegorze Napieralskiego. Ten zdecydowanie najmłodszy z kandydatów osiągnął ponad 12% głosów i wyprzedzi znacząco dalsze pozycje, które zajmowali Waldemar Pawlak oraz Janusz Korwin-Mikke z zaledwie 2-3% głosów. Do drugiej tury naturalnie przeszli Jarosław Kaczyński oraz Bronisław Komorowski. Wtedy już zaczęło się jeżdżenie po Polsce i zjednywanie sobie wyborców. To był także czas dwóch debat między tymi kandydatami przeprowadzanymi przez stację TVP. Co do zwycięzców tychże debat to głosy były jak zwykle bardzo podzielone. Ogólnie przyjmuje się, że pierwszą wygrał Komorowski, a drugą Kaczyński. To jednak nie było już ważne, gdyż przyszedł czas ostatecznych rozstrzygnięć. Drugą turę z przewagą około 4% głosów wygrał Bronisław Komorowski i to on został naszym prezydentem. Oznacza to dla Polski mniej więcej tyle, że teraz PO naprawdę będzie mocno reformować Państwo. Prezydent nie powinien być z jakąkolwiek partią od momentu przyjęcia stanowiska. Jednakże trudno się spodziewać aby Bronisław Komorowski blokował narzucane mu przez rząd jego Patrii ustawy. Wszyscy są oni przecież z jednego worka.