Wojna między lewicą a prawicą trwała od zawsze. Chociaż ciężko to nazwać wojną. Oba stronnictwa mają zupełnie inne poglądy i kłócą się wiecznie między sobą. Okazuje się jednak, że w pewnych sytuacjach można od ręki zawiesić topór wojenny. Jakie są to sytuacje? Ano np. sytuacja kiedy w wyborach prezydenckich dwóch kandydatów prawicowych wygrywa jeden przed drugim o 2-3% głosów, a trzeci w kolejności przedstawiciel lewicy posiada 12% głosów i od jego decyzji o poparciu dla któregoś z tych dwóch kandydatów może zależeć jego prezydentura, gdyż wyborcy zawsze idą za swoim kandydatem. W tej sytuacji chodzi oczywiście o Grzegorza Napieralskiego i usilne starania Kaczyńskiego oraz Komorowskiego o pozyskanie ich głosów. Te miłe i ciepłe słowa, których aż przyjemnie było słychać trwały tylko do pewnego momentu. Napieralski nie opowiedział się za żadnym z kandydatów i decyzję pozostawił swoim wyborcom. To najlepsze wyjście, jak sam podkreślił. Ufa swoim wyborcom, że wiedzą co dobre. Każdy z kandydatów liczył, że uda mu się przekonać Napieralskiego do siebie, jednakże ten okazał się sprytniejszy, jeżeli oczywiście tak to można nazwać. Natomiast w pełni żałosne nazwać można starania obu kandydatów o głosy Napieralskiego. Przed kampanią ostre kłótnie i spory, aż tu nagle zachęta do współpracy ciepłe słowa. Kampania Napieralskiego na pewno nie była łatwa i żałuje, że nie zdołał przekonać wszystkich ze swojego otoczenia do jego wizji, ale należy pamiętać, że przecież on zaczynał od 2% poparcia, a skończył na 12% co sam uznał za naprawdę spory sukces w jego politycznej karierze. Był to najmłodszy z kandydatów na prezydenta, ma on szansę startować w wyborach jeszcze nie raz i kto wie, może odniesie sukces podczas wyborów za kilka lat. Trudne chwile przeżywał jednak kiedy jego współpracownicy partyjni oraz byli członkowie lewicy wyrażali poparcie dla jego konkurentów. Napieralski również zapewnił, że będzie sprawdzać wiążące obietnice ze strony PO. Jak sam powiedział: Prezydent, premier oraz marszałek sejmu pochodzą z tej samej partii, oni biorą w swoje ręce los państwa i to od nich zależeć będzie kształtowanie się państwa. Okazuje się, że topór wojenny owszem można zawiesić od ręki, ale na czas z góry określony i niedługi. Bo okres od pierwszej do drugiej tur wyborczej był okresem ogólnie krótkim, ale swoiste błaganie o poparcie było bardzo widoczne. To jest element politycznej gry i co do tego nie ma wątpliwości. Wątpliwości nie ma też co do tego, że politycy pozbawieni są honoru zniżając się do lizania po stronach swoich konkurentów byleby osiągnąć zamierzone cele. Nie jest to absolutnie przyjemne, ale taka jest rzeczywistość i w tym względzie zbyt wiele poradzić na dobrą sprawę nie można. Podsumowując: po drugiej turze wyborów prezydenckich cała wojna między lewicą a prawicą wraca. Przez parlament przechodzą i przechodzić będą gwałtowne jak i te przelotne burze, ale fakty są takie, że znów musi zdarzyć się coś wielkiego aby ten topór wojenny chociaż na chwilę zakopać. Tylko po co nam to obywatelom? Z pewnością z całej tej kampanii najlepiej zostaną zapamiętane „Dziewczyny Napieralskiego”, które co by nie mówić były ładne i urocze.