Politycy wymagają od społeczeństwa szacunku, lecz czy w pełni zasługują na niego? Może należałoby zacząć od tego, czy sami odnoszą się z szacunkiem do narodu, a przede wszystkim do samych siebie. Brakuje im precyzji, umiejętności zwracania uwagi na problemy, które naprawdę powinny ich zajmować. Już w tym miejscu trudno o szacunek do nich. Kiedy jednak uda nam się rozgryźć ich język i rozszyfrować przesłania, dopiero wtedy dosięga nas przerażenie. Dajmy na to, że kraj pogrążony jest w kryzysie ekonomicznym, w przedszkolach brakuje tysięcy miejsc, w szpitalach nie ma lekarstw, ludzie nie są w stanie przeżyć z głodowych emerytur. Wydaje się, że są to podstawowe i najważniejsze problemy kraju. Ale nie, wstaje poseł i zgłasza projekt ustawy o kolejny wolny dzień od pracy ze względu na mało liczące się święto. Czy coś dziwnego w tym, że chce dzień dłużej nie zajmować się tym, czym powinien? Dla niego to nic dziwnego, bo to przecież sprawa korzystna dla nas wszystkich. Na tak błahych przykładach można doskonale pokazać, że politycy zajmują się naprawdę tym, czym nie powinni. Nie interesują się sprawami dużej wagi, nie widzą problemu bezrobocia, bo on ich nie dotyczy. Wniosek z tego taki, że kierują się przede wszystkim swoim dobrem, dążą do korzyści własnych. Bo co będą mieli z tego, że przyczynią się do spadku bezrobocia? Niektórzy z nich poczują satysfakcję i to im wystarczy- będą z tego dumni. I tak być powinno. A reszta w ogóle tą sprawą się nie zajmie, bo niczego to im nie da. Dlatego będą proponować projekty ustaw dotyczących ich samych. Jeśli ktoś już usiądzie na stołku na szczycie władzy powinien wiedzieć, że jego obowiązkiem jest dążenie do dobra powszechnego, a nie własnego. Niestety większość o tym zapomina, albo co gorsze, w ogóle nie jest tego świadoma. Postępowanie takie kaleczy demokrację. Opozycja głosuje bezmyślnie przeciwko wszelkim projektom, nie ma powszechnej zgody. Daleko w takim kraju do demokracji, bo nie na tym ona powinna polegać. W krajach, gdzie panuje demokracja ważne jest, by istniał silny, nierozbity parlament. Jednak nie zawsze można temu zapobiec. Gdy już zasiada w nim wiele partii, obowiązkiem ich jest przestrzeganie pewnych zasad, dążenie do pewnego kompromisu, by nie doprowadzić do chaosu w kraju. Bo przykład idzie z góry- jak mówi powiedzenie. I tu nie liczy się już to, że to naród wybiera polityków. Naród wybiera, ale nie odpowiada za ich postępowanie. To politycy kierują krajem, społeczeństwo wybiera tylko swojego przedstawiciela na podstawie prezentowanych przez niego poglądów, programu, który zamierza zrealizować. Ale to już od polityka zależy, czy będzie pilnował się tego, co obiecał.
Realia to jedno, sprawy zajmujące polityków to drugie. Dlaczego nie są oni w stanie tego połączyć? Każdy, kto jeszcze nie dostał się do polityki przepowiada przełomy, obiecuje zmiany, a jak już zostaje wybrany i zasiada na odpowiednim stanowisku, staje się jakby inną osobą- zapomina o wcześniejszych słowach i obietnicach. Co należy zrobić, jakich ludzi wybierać, by sytuacja ta uległa zmianie na lepsze? Na to pytanie nigdy nie znajdzie się właściwa odpowiedź, bo za każdym razem, z każdymi nowymi wyborami powtarza się ta sama sytuacja.