Po tragedii smoleńskiej przed Pałacem Prezydenckim stanął krzyż upamiętniający ofiary tragicznego lotu. Jednak gdy emocje już opadły krzyż zaczął komuś po prostu przeszkadzać. Pojawiły się głosy, że krzyż nie powinien stać przed pałacem prezydenckim. Podobno chodnik przed pałacem to nie miejsce dla krzyża. Jednak Krzyże stoją przecież w najróżniejszych miejscach i jakoś nikomu to nie przeszkadza. Ostatecznie zdecydowano że krzyż powinien być przeniesiony. Uroczystość przeniesienia krzyża nie doszła jednak do skutku. Znaleźli się bowiem ludzie którzy za nic nie pozwolą przenieść z tamtego miejsca krzyża. Są to tak zwani obrońcy krzyża. Kancelaria prezydenta powiedziała, że wszystkim jest bardzo smutno z tego powodu, że o krzyż toczą się tego typu walki. Partie polityczne mają różne zdanie w tym temacie. Jedni uważają że krzyż należy przenieść, inni że nie należy go w ogóle tykać. Jeszcze inni w ogóle nie mają zdania w tym temacie, ponieważ cała ta sytuacja ich przerasta. Gdzie zatem powinien stanąć krzyż według obecnej władzy? Za odpowiednie miejsce uznano kościół świętej Anny. W miejscu krzyża można z powodzeniem postawić pomnik. Nie wierzą w to jednak opozycja i obrońcy krzyża. Uważają że jest to kolejny spisek rządu i że chce się ich oszukać. Debata nad krzyżem nie ustaje. Mówią o tym wszystkie media i piszą gazety jakby nie było poważniejszych spraw do debaty politycznej. Jednak warto postawić sobie zasadnicze pytanie. Czyj tak naprawdę jest ten krzyż? Otóż tutaj odpowiedź na to pytanie jest niezwykle prosta. Krzyż postawili harcerze. Skoro zatem krzyż stanął z ich inicjatywy to do nich powinno należeć ostateczne słowo. I tak się stało. Osiągnięto bowiem porozumienie ze środowiskiem harcerskim. Wszyscy zgodzili się aby krzyż przenieść w inne miejsce. Krzyż próbuje się zabrać a przed nim nie widać protestujących harcerzy. Zatem co robią tam Ci ludzie? Po co ta cała afera o nic? Decyzja zapadła i właściciel krzyża chce go przenieść. Uniemożliwia mu się to jednak. Czy nie jest to zatem naruszenie jakiegoś prawa? Posłużmy się przykładem. Pewien człowiek zaparkował samochód na miejskim parkingu. Chce odjechać swoim samochodem ale nie może, ponieważ grupa nie powiązanych ani z samochodem, ani z parkingiem ludzi blokuje mu dostęp do auta. W takiej sytuacji nie ma żadnych wątpliwości. Ludzie zachowują się w niewłaściwy sposób. W przypadku krzyża wszyscy debatują nad tym kto ma racje. Ci? Czy może tamci? Drugą kwestią jest miejsce gdzie ten krzyż w ogóle stoi. Jest to miejsce przed pałacem prezydenckim – miejski chodnik. Właścicielem jest zatem miasto. O ile powszechnie wiadomo Miasto nie ma nic przeciwko przeniesieniu krzyża. W takim przypadku to miasto powinno jednoznacznie wydąć polecenie: krzyż zostaje lub krzyż zostaje przeniesiony. Partie polityczne dodatkowo podżegają obywateli do wzajemnych kłótni. Obecnie doszło już do sytuacji w której naprzeciwko siebie stoją dwie grupy ludzi. Jedna chce przeniesienia krzyża inna wręcz przeciwnie. Pozostaje tylko kwestią czasu kiedy ludzie zaczną się o ten krzyż po prostu bić. Władza powinna zareagować natychmiast.