Polityka to z pewnością skomplikowane zagadnienie. Obserwując scenę polityczną w dowolnym kraju, możemy bardzo łatwo się przekonać jak wielu umiejętności wymaga od ludzi, którzy chcą na nią wkroczyć, wśród wielu cech, jakie wydają się być potrzebnymi czy wręcz niezbędnymi kontrowersje niezmiennie wzbudza jedna, szczególna- prawdomówność. Podobnie jak w życiu codziennym, poza polityką mówienie prawdy i tylko prawdy nie zawsze wychodzi i słuchaczom i mówcy na dobre, nie jest też łatwe i nie zawsze przyjemne, ale ma jedną główną i niepodważalną zaletę- jest uczciwe. W przypadku polityków uczciwość wydaje się być niezbędna, ale czy aby na pewno? Przywykliśmy do tego, że politycy z przeciwnych sobie ugrupowań, często zarzucają sobie mówienie nieprawdy, przedstawianie zafałszowanego obrazu rzeczywistości, stronniczą interpretacje faktów etc, zazwyczaj druga strona odpowiada tym samym, najprostszy wniosek z tego płynący nakazuje sądzić, że jedna ze stron kłamie. Niestety, z perspektywy zwykłego zjadacza chleba jednoznaczne wskazanie tego, kto mija się z prawdą jest dość trudne, żeby nie rzecz, że niemożliwe. Nie tylko, dlatego, że politycy to często mistrzowie w ukrywaniu emocji, którzy nie zdradzają swoich intencji oczywistymi gestami, ale także, dlatego, że prawda jest zbyt względnym pojęciem. Ludzie patrzący z różnych perspektyw na to samo wydarzenie, mogą je zinterpretować zupełnie inaczej. Tym bardziej, że politycy właściwie wszystko potrafią zinterpretować na swoją korzyść. Gdzie więc miejsce naprawdę w polityce? Zapewne gdzieś w kuluarach. Przed obiektywami kamer próżno jej szukać, tu o tym, co jest prawdą, decyduje program polityczny. Ewentualnie w grę mogą wchodzić bardziej osobiste przekonania, ale to dotyczy polityków bardziej niezależnych, choć nadal należących do partii politycznych, tacy, dziwo, też się zdarzają. Wszystko jest jednak skrupulatnie prowadzona grą, gdzie ważne jest każde słowo, niekoniecznie godne z prawdą, ale koniecznie musi bliźniaczo ja przypominać, wyborcy nie lubią niejasności. Szczególne nasycenie tematyki prawdomówności można zaobserwować w czasie kampanii wyborczych, wtedy to w polowaniu na każdy głos liczy się każdy gest każde słowo, wszystko może się okazać być elementem decydującym. Dopiero wtedy na dobre rozgrzewa bitwa o prawdę, nie ważne jaką- ekonomiczną, historyczną, wizerunkowi, ważne aby w podświadomości wyborcy słowo „prawda” zostało skojarzone z odpowiednim kandydatem i aby to skojarzenie przekształciło się w odpowiedni oddany głos. Czy zatem wyborcy powinni czuć się oszukani? To zależy jakiej perspektywy na to spojrzą. Jeżeli wszyscy przyjmiemy, że nie ma jednej prawdy, to o manipulacji nie ma mowy. Możemy wtedy doszukiwać się jedynie jawnego i niezaprzeczalnego kłamstwa. Co jeśli chcielibyśmy trzymać się jednej, prawdziwej wersji wszystkiego? Wtedy my, jako wyborcy, mamy problem. Musimy znaleźć kogoś, z kim będziemy się zgadzać w stu procentach, uznać to, co mówi z absolutną prawdę, a wszystko co jest z tym sprzeczne wrzucić do worka z napisem „kłamstwo”. Tym samym, radykalizujemy swoje poglądy, czy taka jest, zatem cena za iluzję prawdy? Finalnie, możemy z całą pewnością możemy stwierdzić, ze prawda i polityka mijają się szerokim łukiem, a jeżeli już gdzieś się do siebie zbliżą, to nie sposób jej zidentyfikować ze sterty niedomówień. Cóż nam pozostaje? Zawsze możemy widzieć tylko to, co chcemy widzieć.