Definicję pojęcia polityki próbowano już sformułować wielokrotnie, dlatego też w tej kwestii nie sposób opierać się na jednym jej znaczeniu, z upływem czasu zmieniało się i ciągle podlega ewolucji. Najczęściej używa się go jako pojęcia związanego z tzw. sztuką bycia wybieranym i podejmowaniem decyzji określonym zakresie. Najczęściej także, wyodrębnia się ze sfery życia publicznego sferę polityki w taki sposób, by była ona jak najbardziej niezależna od innych, by zapadające na szczytach władzy decyzje były nie poddawane żadnym manipulacjom ani wpływom. Niestety, wszędzie, gdzie mamy do czynienia z ludźmi, jakiekolwiek całkowite wyodrębnienie czegokolwiek jest w praktyce bardzo trudne do zrealizowania, żeby nie rzec, że niemożliwe ze stu procentową skutecznością. Podobnie jest z relacjami polityki i biznesu. Wielu ekspertów jest zwolennikami teorii, że takie powiązania nie powinny mieć miejsca, bo osoby podejmujące najważniejsze decyzje w państwie, wybierane przez nas właśnie w tym celu, w obliczu ochrony własnych interesów gospodarczych czy interesów osób im bliskich tracą niezbędną w ich profesji niezależność i obiektywizm. A prawo w żadnym kraju nie może być korzystniejsze dla jednych przedsiębiorców kosztem innych, nie mogą być wybierane gorsze oferty tylko dlatego, że przedstawia je ktoś, kto jest znajomym polityka, a niestety tak wygląda często rzeczywistość, nawet bez korupcji. Czy zatem każdy, kto chciałby spełniać jakąś decyzyjną funkcję w państwie powinien wyrzucić ze swojego otoczenia każdego, kto ma własny biznes lub jest udziałowcem? Czy chodzi tylko o wielkie koncerny i międzynarodowe kontrakty, czy o małe, rodzinne firmy też? Co w sytuacji, gdy resort podpisuje kontrakt na usługi cateringu z firmą teściowej ministra? Szukać konszachtów czy uznać taki wybór za najlepszy z możliwych? Wszak i taka opcja jest prawdopodobna. Z pewnością sprawa nie jest prosta, szczególnie dla polityków, którzy są na ostrzu noża. Każde ewentualne podejrzenie o działanie na niekorzyść państwa może się dla nich skończyć politycznym wygnaniem z wilczym biletem, nie mówiąc już o medialnej burzy, która z pewnością będzie nieunikniona. Biznesmeni, którzy chętnie szukają kontaktu z politykami, mają zdecydowanie mniej do stracenia. W przypadku, gdy dochodzi do korzystnych dla nich decyzji, zyskują wiele, w przypadku ewentualnej nagonki, mogą stracić dobre imię, ale udowodnienie im jakiejkolwiek winny jest raczej mało prawdopodobne. Wszelkiego rodzaju nieczyste polityczno- biznesowe konszachty są zazwyczaj przeprowadzane perfekcyjnie, tak by ryzyko było jak najmniejsze, jednak mediom czasami udaje się wykryć tego rodzaju sprawy, co nie zmienia faktu, iż ten proceder jest rzeczywiście nadal praktykowany. Jak więc powinien wyglądać proces legislacyjny, by nie było mowy o manipulacjach na korzyść jednych a na niekorzyść drugich? Z pewnością powinien być oparty na decyzjach większej liczby osób, niepodatnej na wpływy i niemającej prywatnych interesów w sektorze, którego podejmowane decyzje dotyczą. Czy zatem kluczem do tego może być informowanie wyborców o źródłach dochodu kandydatów i ich rodzin? To jest jakiś sposób na ograniczenie nielegalnych konszachtów, jednak tylko na ograniczenie. Pozostaje nam tylko wierzyć w niezależność polityków i uczciwość ludzi biznesu.